W sali panowała napięta cisza. Tym razem format konkursu był zupełnie inny: uczestnicy mieli zaprezentować swój talent nie w zwykły sposób, lecz na losowo wybranym członku jury. Na środku sceny wisiały balony, z których każdy symbolizował imię jednego z jurorów.
Jeden z uczestników podszedł, zatrzymał się na chwilę, patrząc na balony, a następnie wybrał jeden. Po sali przeszedł szmer. Wziął balon, uniósł go nad głową wybranego jurora i bez wahania go przebił. Wysypał się z niego błyszczący proszek, a wszyscy zaczęli się śmiać, widząc zaskoczoną twarz jurora.

Jednak nikt nie wiedział, że w jednym z balonów ukryta była dziwna i nieoczekiwana „niespodzianka” obrzydliwa substancja przypominająca pasożyty. To miał być najbardziej szokujący moment wieczoru. Na szczęście ten niebezpieczny balon nie został wybrany. Członek jury, który mógł stać się jego „ofiarą”, pozostał czysty, a inni nawet nie podejrzewali, czego uniknęli.
Ale uczestnicy nie zamierzali tak łatwo się poddać. Gdy nadszedł ostatni etap, postanowili zmienić zasady gry. Znaleźli właśnie ten balon, który pozostał niewybrany, i bez żadnego ostrzeżenia przebili go nie nad czyjąś głową, lecz bezpośrednio nad stołem jury.
Na chwilę znów zapadła cisza. Potem pojawił się hałas, zdziwienie i chaos. Członkowie jury byli w szoku, ale jednocześnie nie mogli przestać się śmiać z absurdalności sytuacji. Ten występ stał się najbardziej pamiętnym momentem wieczoru, pokazując, że czasem przypadek może być największym „talentem”.
Zobacz szczegóły w wideo.